Pfalz D.III A brudzenie, olinowanie i finalny montaż
- Lukasz Gmerek

- 21 lis
- 8 minut(y) czytania
Po zakończeniu malowania i nałożeniu kalkomanii zabrałem się za kolejne etapy budowy miniatury. Zacząłem od wykończenia pomniejszych elementów, takich jak śmigło czy karabiny maszynowe. Następnie przeszedłem do bardzo ważnego etapu, czyli brudzenia, po którym przyszła pora na wykonanie olinowania – zdecydowanie najciekawszego, ale i najbardziej czasochłonnego aspektu budowy tego modelu. Na końcu złożyłem wszystkie gotowe podzespoły, dodałem ostatnie ślady eksploatacji i poprawki, doprowadzając budowę dwupłata do szczęśliwego finału. Poniżej możecie przeczytać o każdym z tych etapów w szczegółach.

Podzespoły
W tej części opiszę proces budowy poszczególnych elementów modelu. Największym wyzwaniem okazało się dla mnie odtworzenie faktury drewna na łopatach śmigła. Kluczowe było tu odpowiednie zamaskowanie fragmentów powierzchni tak, aby uzyskać naturalny układ słojów. Jak na pierwszy raz, uważam, że efekt wyszedł całkiem nieźle.
Śmigło
W tym modelu piasta to pojedyncza część – wystarczyło ją pomalować i delikatnie ubrudzić, aby wpasowała się w resztę samolotu. Obie łopaty śmigła zostały odlane jako jeden element. Po wycięciu go z ramek i oczyszczeniu, nałożyłem podkład Bilmodel. Gdy tylko wysechł, natrysnąłem warstwę koloru H27 (Tan), a następnie cienką warstwę H37 (Wood Brown). W ten sposób uzyskałem bazową imitację drewna.
Kolejny etap to maskowanie z użyciem taśm Tamiya. Był to dość żmudny i czasochłonny proces, ale po natryśnięciu farby XF-64 (Red Brown) i zdjęciu masek udało się uzyskać całkiem naturalnie wyglądającą fakturę drewna. Dla dodania głębi i realizmu domalowałem pędzlem drobniejsze słoje, odpowiednio dobierając kolory. Całość zabezpieczyłem warstwą bezbarwnego lakieru akrylowego H30.
Na koniec natrysnąłem mieszankę (1:5:5) farb Mr. Color Brown (7), GX Clear Brown (109) oraz GX Clear Black (1001). Ta warstwa zadziałała jak filtr – przyciemniła i zespoliła całą imitację drewnianej powierzchni, nadając jej bardziej spójny, „lakierowany” wygląd.

Karabiny maszynowe
Zacząłem od wycięcia części fototrawionych i ich delikatnego oczyszczenia. Następnie przykleiłem je do plastikowych elementów z użyciem kleju CA. Po tym całość pokryłem podkładem Bilmodel.
Gdy powierzchnia była sucha, natrysnąłem warstwę czarnej błyszczącej farby GX Gloss Black, a następnie wypolerowałem ją proszkiem Uschi (Iron type). Dało to efekt ciemnego, lekko metalicznego połysku, bardzo pasującego do luf karabinów maszynowych.
Stojaki kabinowe oraz między-skrzydłowe
Po wycięciu tych elementów z ramek czekało mnie sporo pracy – musiałem usunąć nadlewki oraz ślady po łączeniach form. Po nałożeniu podkładu natrysnąłem farbę GX2 Gloss Black, a następnie Silver (C8). Całość zabezpieczyłem błyszczącym lakierem akrylowym.
W kolejnym kroku nałożyłem kalkomanie. Na sam koniec poprawiłem miejscowo kolor srebrny tam, gdzie wymagał drobnych korekt.
Rura wydechowa
Po wycięciu i oczyszczeniu części nawierciłem końcówkę wydechu, poszerzając otwór przy pomocy miniwiertarki i wierteł o odpowiedniej średnicy. Następnie pokryłem element podkładem i pomalowałem farbą GX2 Gloss Black, przygotowując go pod dalsze brudzenie.
Podwozie
Zastrzały podwozia oraz oś pomalowałem w ten sam sposób co stojaki – najpierw GX2 Gloss Black, potem srebrny C8, a na koniec błyszczący lakier.
W przypadku kół zdecydowałem się na zastosowanie żywicznych zamienników, przede wszystkim ze względu na bardzo ładnie wykonaną imitację ugięcia opon pod ciężarem samolotu. Elementy oczyściłem, zapodkładowałem i pomalowałem farbą GX2 Gloss Black. Następnie natrysnąłem warstwę srebrną (C8) i zabezpieczyłem błyszczącym werniksem. Kolejno zamaskowałem centralną część kół, a pozostały obszar pomalowałem kolorem szarym, po czym usunąłem maskowanie.
Brudzenie zacząłem od części wewnętrznych, aplikując olejne washe w kolorach Light Brown, Earthy Grime oraz Black Brown. Każdy z nich po nałożeniu rozprowadzałem i blendowałem przy pomocy wacików kosmetycznych.
Brudzenie
Przeglądając zdjęcia w publikacjach, o których wspominałem w jednym z wcześniejszych wpisów, szybko stało się jasne, jak bardzo ubrudzone były te samoloty w trakcie działań wojennych. Jedną z głównych przyczyn takiego stanu rzeczy był zapewne fakt, że w czasie I wojny światowej nie było utwardzonych pasów startowych. Dwupłaty startowały i lądowały najczęściej na polach trawiastych, które po opadach deszczu zamieniały się w błotniste, nasiąknięte wodą powierzchnie. To znacząco przyspieszało powstawanie zacieków oraz nagromadzenie błota i brudu.
Zacząłem od nałożenia olejnych washów na powierzchnię modelu, tworząc w ten sposób pierwszą warstwę zanieczyszczeń. Ciemnozielone fragmenty potraktowałem kolorem Black Brown – po aplikacji pędzlem odczekałem kilka minut, a następnie usunąłem nadmiar wacikiem kosmetycznym.
Powierzchnie pokryte kalkomanią Lozenge otrzymały wash Earthy Grime nałożony w nieco gęstszej postaci. Tutaj zostawiłem go na dłużej, co po usunięciu nadmiaru dało efekt smug brudu. Aby wzmocnić efekt na górnej powierzchni górnego płata oraz na bokach kadłuba, powtórzyłem proces, ponownie korzystając z koloru Black Brown.

Następnie cały model pokryłem satynowym werniksem, który z jednej strony zabezpieczył dotychczasową pracę, a z drugiej przygotował powierzchnie pod kolejne etapy brudzenia.
Kolejny krok to zróżnicowanie koloru bazowego na górnej powierzchni górnego płata. Wykonałem to techniką „kropkowania” (dot filtering), używając Oilbrusherów w kolorach Dark Blue, Dark Mud, Weed Green, Red oraz Black. Rozprowadzając te kropki pędzlem, uzyskałem subtelne zmiany odcieni oraz dodatkowe smugi brudu.
Na bokach kadłuba dołożyłem kolejną warstwę zanieczyszczeń, tym razem używając washów Africa Korps oraz Starship. Nakładałem je na lekko zwilżoną White Spiritem powierzchnię. Po kilku minutach delikatnie przecierałem pędzlem, tworząc obszary o zróżnicowanej intensywności zabrudzeń. Gdy wash stał się suchy w dotyku, zblendowałem całość czystym, płaskim pędzlem.
Na spodzie kadłuba zastosowałem tę samą technikę, korzystając z olejnego washa Industrial Dirt.
Następnie podkreśliłem linie podziału blach, używając washa w kolorze Green Grey, a linie oddzielające powierzchnie sterowe uwypukliłem czarnym washem.
Powierzchnie szczególnie podatne na gromadzenie brudu, takie jak spód statecznika poziomego, potraktowałem ponownie washem Black Brown oraz Industrial Dirt. Na sam koniec dodałem zacieki przy pomocy produktów z serii Ammo Streaking.
Finalny montaż, brudzenie oraz poprawki
Na tym etapie zacząłem od zamontowania karabinów maszynowych. Niestety, przez długie przerwy w pracy nad modelem nie wykonałem wcześniej „suchej przymiarki” tych elementów. Okazało się, że żywiczne zamienniki karabinów nie pasują idealnie do przygotowanych slotów w kadłubie. Koniec końców udało mi się je przykleić bez większych modyfikacji, ale kosztowało mnie to trochę nerwów.
Następnie przykleiłem rurę wydechową do prawej strony silnika.

W kolejnym etapie zabrałem się za montaż górnego płata, co później miejscami mocno skomplikowało wykonanie olinowania. Zacząłem od przyklejenia stojaków do kadłuba i dolnego płata, używając niewielkiej ilości kleju Extra Thin Cement. Dało mi to wystarczająco dużo czasu, by odpowiednio wypozycjonować górny płat względem kadłuba. Gdy znalazł się już we właściwym położeniu, zacząłem dodawać małe ilości kleju CA we wszystkie punkty styku stojaków z płatami. W ten sposób wzmocniłem i usztywniłem całą konstrukcję.
Kolejnym dużym etapem było wykonanie olinowania dwupłatowca – o tym przeczytacie w następnej sekcji.
Następnie przeszedłem do montażu zastrzałów podwozia, które okazały się najsłabszym elementem całego modelu. Konstrukcja składa się z dwóch zastrzałów w kształcie litery V oraz osi, do której później doklejane są koła. Niestety, oś nie była zbyt dobrze spasowana z zastrzałami, co dodatkowo osłabiało konstrukcję i wymagało ogromnej ostrożności podczas składania całości oraz mocowania do kadłuba. Ostatecznie, po wzmocnieniu punktów łączenia klejem CA, całość okazała się wystarczająco stabilna.
Gdy olinowanie było już gotowe, przystąpiłem do malowania śrub rzymskich. Użyłem czarnej farby akrylowej, na którą następnie nałożyłem warstwę koloru AK Oily Steel. Potem przykleiłem płozę ogonową i przeszedłem do montażu kół podwozia przedniego. Zastosowałem dwuskładnikowy klej epoksydowy, który świetnie sprawdza się w tego typu zadaniach – z jednej strony daje kilka minut na spokojne ustawienie elementów, z drugiej tworzy bardzo solidne połączenie.
Następnie przykleiłem śmigło, pozostałe drobne detale i przeszedłem do poprawek oraz finalnego brudzenia. Zacząłem od natryśnięcia matowego werniksu w miejscach, gdzie używałem kleju CA – kropelki tego kleju są błyszczące i mocno rzucają się w oczy na matowej powierzchni.
Potem na zastrzałach i stojakach zaaplikowałem olejne washe (Earthy Grime oraz Black Brown), tworząc lekką warstwę brudu. Wróciłem też do śrub rzymskich, na które nałożyłem płynny pigment w kolorze Earth, imitując kurz.
W kolejnym kroku zabrałem się za brudzenie wydechu. Zacząłem od nałożenia washa w kolorze Track, koncentrując się głównie na końcowej części rury. Gdy przeschnął, dodałem pigmenty w dwóch kolorach: Dark Rust jako pierwszy, a następnie Black – ten już tylko w okolicach samego otworu wylotowego. Na zakończenie do wnętrza wydechu zaaplikowałem kilka kropel czarnego washa.
Przy pomocy washa AK Engine Grime dodałem też dodatkową warstwę zabrudzeń na widocznych z zewnątrz elementach silnika. Niektóre miejsca mocowania napinaczy potraktowałem washem Shafts & Bearings Grease, aby podkreślić nagromadzony tam smar i brud.
Następny etap to imitacja rozprysków ziemi i błota na dolnych powierzchniach dwupłata. Użyłem dwóch produktów: North Africa Dust oraz Earth z serii Nature Effect. Nakładałem je w znany sposób – mocząc pędzel w preparacie, odsączając nadmiar, a następnie, przesuwając po włosiu wykałaczką, rozpryskiwałem krople na model. Po aplikacji każdej z farb odczekałem kilka minut, po czym usunąłem nadmiar rozprysków i zblendowałem resztę.
Następnie zająłem się brudzeniem kół. Najpierw nałożyłem suche pigmenty Heavy European Earth oraz Cultivated Earth, a potem dodałem płynne pigmenty w kolorach Dark Earth oraz Dry Mud.
Na samym końcu ubrudziłem śmigło, stosując tę samą metodę rozprysków co przy spodzie dwupłata, ale używając innych kolorów washów, bardziej pasujących do drewnianej powierzchni. Pozostało już tylko zamontować śmigło – po tym kroku uznałem model za ukończony.
Olinowanie
To był pierwszy raz, kiedy wykonywałem pełne olinowanie w dwupłacie. Cały proces był dla mnie dużą niewiadomą, więc zacząłem od obejrzenia kilku relacji innych modelarzy oraz ich podejścia do tematu. Poczytałem też o różnych technikach stosowanych przy takich konstrukcjach. Zaopatrzyłem się w kilka typów gotowych śrub rzymskich (żywicznych i metalowych) od Gaspatch Models, głównie po to, aby sprawdzić, co najlepiej sprawdzi się w moim przypadku.
Przy pierwszym podejściu postanowiłem użyć napinaczy Resin Turnbuckles One End, rurek aluminiowych 0,3 mm od Albion Alloys oraz imitacji cięgien AK High Elastic Stretch Rigging (Thin). Zacząłem od przewleczenia linki modelarskiej przez odpowiednio przyciętą rurkę aluminiową, następnie przez oczko śruby rzymskiej, po czym zawinąłem linkę z powrotem i przeciągnąłem przez rurkę od drugiej strony.
Efekt nie był satysfakcjonujący. Średnica rurki okazała się zbyt duża w stosunku do samego napinacza, a dodatkowym problemem było późniejsze przyklejenie go do powierzchni pod takim kątem, który odpowiadałby rzeczywistemu kierunkowi linki prowadzonej do napinacza po drugiej stronie. Przy złym kącie napięte cięgno wyglądałoby nienaturalnie i sztucznie. Z tego powodu zdecydowałem się zmienić podejście.
Tym razem użyłem innego typu napinaczy – Resin Turnbuckle Type C. Zrezygnowałem z rurek aluminiowych, za to dodałem bardzo cienki miedziany drut. Celem było stworzenie napinacza zamocowanego w taki sposób, aby po przyklejeniu do powierzchni mógł się swobodnie obracać i dopasowywać do kierunku cięgna.

Z cienkiego drutu miedzianego uformowałem coś w rodzaju zawiasu – przewlekłem go przez oczko napinacza, zgiąłem na pół i przy pomocy pincety skręciłem. Następnie dodałem kropelkę kleju CA, odczekałem kilkanaście sekund i odciąłem nadmiar drutu. Tak przygotowane śruby rzymskie przykleiłem klejem CA do górnej powierzchni dolnego płata oraz boków kadłuba.
Przed tym musiałem jednak powiększyć otwory, które wcześniej były przygotowane pod napinacze – skręcony drucik miał większą średnicę niż same żywiczne trzpienie. Całość wymagała trochę pracy i cierpliwości, ale było warto. Po przyklejeniu napinacze pozostały ruchome i naturalnie dostosowywały swoje położenie do kierunku prowadzenia linek.
Na dolnej powierzchni górnego skrzydła, zastrzałach podwozia oraz przy linkach sterowych zastosowałem prostsze rozwiązanie. Użyłem punktów zakotwiczenia Metal Anchor Points, które lekko wystają ponad powierzchnię i nie wymagają ustawiania pod konkretnym kątem.
Przez każdy punkt zakotwiczenia przeciągnąłem linkę, zawiązałem supeł i dodałem kroplę kleju CA, aby go związać. Następnie odciąłem nadmiar linki z obu stron. Tak przygotowane elementy przykleiłem w odpowiednich miejscach, również używając kleju CA. Po chwili chwyciłem pincetą wolny koniec linki, przewlekłem go przez oczko odpowiadającego napinacza, ponownie zawiązałem supeł, zabezpieczyłem go kroplą CA i odciąłem nadmiar.
W przypadku linek sterowych oraz zastrzałów proces był prostszy, ponieważ nie używałem tam napinaczy typu C.
Podsumowanie
Podsumowując – jest to stosunkowo prosty i przyjemny model do zbudowania (jeśli pominąć temat olinowania). Najwięcej uwagi wymagają poprawne ustawienie i przyklejenie górnego płata oraz montaż zastrzałów podwozia. Sama miniatura jest niewielka, więc malowanie przebiega dość szybko, nawet przy kilku warstwach i różnych efektach.

Jestem zadowolony z uzyskanego kamuflażu – udało się przynajmniej częściowo oddać efekt przetartego, spłowiałego płótna. Kalkomanie od Eduarda również zrobiły swoje, szczególnie Lozenge, który po usunięciu wierzchniej bezbarwnej folii wygląda jak namalowany bezpośrednio na modelu.
Nie poleciłbym tego zestawu zupełnie początkującemu modelarzowi – głównie ze względu na wspomniane wcześniej wyzwania montażowe oraz konieczność wykonania olinowania. Jeśli już o nim mowa, to z efektu jestem naprawdę zadowolony, a przy okazji wyniosłem z tego projektu sporo lekcji:
dobrze przemyśleć cały proces, zanim się do niego przystąpi,
nie przyklejać górnego płata przynajmniej do momentu, gdy wszystkie zastrzały będą na swoim miejscu,
dwa razy sprawdzić, czy otwory pod napinacze mają odpowiednią średnicę,
znaleźć sposób, by napinacze mogły pozostać ruchome po przyklejeniu do powierzchni.
Jak zawsze dołączam do wpisu zdjęcia ukończonego modelu. Jeśli chcecie zobaczyć więcej, zapraszam do kliknięcia w link prowadzący do pełnej galerii. Dodam tylko, że mimo iż miniatura jest skończona, to czeka ją jeszcze jeden rozdział – wkrótce zdradzę, o co chodzi.
Co więcej, zupełnie nowy projekt jest już rozpoczęty, ale na razie pozostawię go w tajemnicy. Tymczasem raz jeszcze zachęcam do obejrzenia zdjęć ukończonego Pfalz D.IIIa.












































































































Komentarze